Oficjalna strona Krajowej Rady Spółdzielczej  |  ogólnopolski portal spółdzielczy KRS 03 KRS 04 KRS 05  KRS 06 KRS 07   

Get Adobe Flash player

Alfred Domagalski, prezes Zarządu Krajowej Rady Spółdzielczej


„Kooperacja, współdziałanie w szerokim znaczeniu tego wyrazu, jest tak dawna jak ludzkość. Odnajdujemy ją na wszystkich szczeblach rozwoju, u wszystkich ras, jak daleko sięgnąć możemy w przeszłość. Wiecznie żywa w duszy dążność do wzajemnej pomocy wytwarzała w ciągu wieków różnorodne formy współżycia, a głównym powodem ich ustawicznego rozwoju  i przemiany były wymagania celowości gospodarczej, właściwe temu okresowi, w jaki ludzkość wstępowała pod wpływem nowych potrzeb życiowych  i uzdolnień wytwórczych”.


Ta maksyma wygłoszona wiele lat temu przez wybitnego teoretyka  i działacza spółdzielczego, a w latach 1922-1926 Prezydenta RP prof. Stanisława Wojciechowskiego zawsze pozostawała aktualna, jednak szczególnego znaczenia nabrała po 2008 roku kiedy to świat został dotknięty największym kryzysem ekonomicznym po drugiej wojnie światowej, którego skutki będą jeszcze długo odczuwane. Zauważono, że dynamika rozwoju ekonomicznego jaką przynosi globalny, komercyjny, oparty wyłącznie na konkurencji system nie jest w stanie uniknąć poważnych zagrożeń kryzysowych potrafiących zdestabilizować gospodarkę światową i naruszyć bezpieczeństwo społeczne obywateli.

 

Uwaga elit intelektualnych i politycznych zwrócona została  na potrzebę budowania bardziej zróżnicowanych rynków, w tym także poprzez zespołowe, wzajemnościowe formy aktywności ludzi, do których zaliczana jest spółdzielczość. Pani Elinor Ostrom amerykańska uczona doczekała się nagrody Nobla z dziedziny ekonomii za badania nad wspólnotami i spółdzielczością, a Organizacja Narodów Zjednoczonych proklamowała rok 2012 Międzynarodowym Rokiem Spółdzielczości. Chodzi o to aby zainspirować różne środowiska, w tym rządy krajów członkowskich do zaprezentowania szerokiej opinii społecznej walorów i znaczenia spółdzielczych form gospodarowania dla ludzi i rozwoju społeczno-gospodarczego poszczególnych państw i świata.


Doceniając rolę konkurencji jako czynnika rozwoju, uznano, że nie mniej ważną kwestią jest współpraca i współdziałanie oraz interakcje w jakie wchodzą ludzie w procesie gospodarowania. Stało się oczywiste, że nie można zapewnić trwałego rozwoju społeczno-gospodarczego bez zbiorowej mobilizacji i poczucia solidarności. Tym samym zauważono i doceniono wielkie znaczenie wartości i zasad, w oparciu o które funkcjonują spółdzielnie.


Często, dotychczas niezauważany i traktowany marginalnie system spółdzielczy jako forma mało efektywna,  wchodzi w swój okres renesansu. Spółdzielnie bowiem powołane zostały jako przeciwwaga dla firm komercyjnych. Pomyślane zostały jako otwarte organizacje członkowskie służące swoim członkom, chroniące ich przed naturalnymi zagrożeniami kapitalistycznego rynku, dające szansę na aktywność zawodową i społeczną dla wielu osób. Każdy może zostać członkiem spółdzielni, stając się jej równoprawnym współwłaścicielem i współdecydować o jej kierunku działalności i rozwoju.
W spółdzielniach ludzie zapobiegliwie krzątają się wokół swych spraw i problemów budując obywatelskie zaangażowanie w sprawy Polski. Spółdzielnie znakomicie godzą dwie ważne zasady: pobudzają aktywność gospodarczą wielu osób i zwiększają poziom bezpieczeństwa społecznego, umiejętnie godząc aspiracje jednostek z interesem ogółu. Tym samym poprzez sukces zbiorowy prowadzą do sukcesu indywidualnego.

 

Taką  rolę spółdzielni od początku określały spółdzielcze zasady mające swój początek w 1844 roku. Taką też rolę określają międzynarodowe zasady ustalone na Kongresie Międzynarodowego Związku Spółdzielczego w 1995 roku (publikowane w każdym wydaniu Kalendarza Spółdzielczego). Pracowano nad nimi 10 lat, aby nie stały w sprzeczności z wymogami wolnego rynku. O ich aktualności i ważności świadczy fakt, że zostały uznane przez najbardziej znaczące międzynarodowe organizacje (Międzynarodową Organizację Pracy, Organizację Narodów Zjednoczonych, Unię Europejską).

 



Ta specyficzna funkcja i rola spółdzielczości została niestety zburzona w procesie polskich przemian ustrojowych. Stało się to po części na zasadzie odreagowania przeszłości, trochę zaś za przyczyną dominujących w tamtym czasie neoliberalnych koncepcji społeczno-gospodarczego rozwoju naszej gospodarki. Niezależnie od udziału poszczególnych czynników, zabrakło po prostu rzetelnej wiedzy o systemie spółdzielczym.
Zapomniano, że wartość rynku polega na bogactwie form prawnych według, których funkcjonuje gospodarka i różnorodności celów jakie stawiają sobie podmioty gospodarcze. Dla jednych jest to jak największy zwrot z zainwestowanego kapitału, dla innych pomyślność i poprawa jakości życia ludzi. Spółdzielnie realizują więc cele, których z natury rzeczy nie realizuje biznes komercyjny.


Nawet największe korporacje, mające w większości wymiar ponadnarodowy nie są w stanie zabezpieczyć pomyślności i bogactwa poszczególnych państw. Mogą to zrobić wyłącznie ludzie, którym stworzy się warunki zarówno do indywidualnej jak i zbiorowej inicjatywy i aktywności.
To prawda, że idea spółdzielcza jest trudna, tak jak trudna jest idea budowy solidarnego i sprawiedliwego państwa. Jest to jednak idea współkształtująca ludzkie postawy oraz budująca ład społeczny zgodnie z uznanym powszechnie systemem wartości i zasad. Nie może więc być przedmiotem zdrady. Tymczasem w procesie reformowania gospodarki spółdzielnie wpisane zostały w system prawny właściwy dla sektora komercyjnego. Jest to nie tylko obce dla spółdzielczych zasad i wartości, ale sprzeczne z polityką i zaleceniami organizacji międzynarodowych, których Polska jest znaczącym członkiem.

 

Deklaracje poparcia dla spółdzielczych form i podkreślanie ich znaczenia płyną ze wszystkich kierunków sceny politycznej. Rzeczywistość legislacyjna jest jednak zgoła inna. W procesie stanowienia prawa nakładają się na siebie uprzedzenia ideowe i brak dostatecznego rozumienia spółdzielczości jako zbiorowej, wzajemnościowej formy aktywności ludzi.
Skutki tak kształtowanej polityki państwa w stosunku do tego sektora są opłakane.  Liczba spółdzielni zmniejszyła się w tym okresie o połowę, a udział spółdzielczości w tworzeniu Produktu Krajowego Brutto spadł do niespełna 1% wobec około 6% w Unii Europejskiej. Spółdzielnie zniknęły ze świadomości społecznej a w mediach pojawiają się wyłącznie jako przykłady patologicznych organizacji. Jest kwestią oczywistą, że spółdzielnie będą tylko wówczas kiedy ludzie będą chcieli w nich funkcjonować. Jak dotąd uczyniono wiele aby ludzi do tego systemu zniechęcić. Pierwszym warunkiem uznania spółdzielni jako elementu systemu społeczno-gospodarczego naszego państwa jest zaprzestanie w stosunku do nich dyskredytacji społecznej i prawnej, na rzecz upowszechniania przykładów dobrej działalności, których nie brakuje.

 

Z uwagi na rolę, znaczenie i walory tego systemu państwo, podobnie jak czynią to inni powinno natomiast, poprzez odpowiedni system prawny zachęcać ludzi do wspólnotowej inicjatywy i aktywności mającej na celu rozwiązywanie własnych i społecznych problemów. Chodzi o to aby ludzie mogli dokonywać rzeczywistych wyborów między odmiennymi warunkami właściwymi dla systemu komercyjnego i wzajemnościowego. Dziś jest to wybór pozorny, bowiem spółdzielnia stała się ułomną spółką kapitałową.

 

Spółdzielczość potrzebuje prawa respektującego międzynarodowe zasady spółdzielcze.  Obok norm prawnych szanujących samorządność i autonomię, demokrację i niezależność, solidarność i społeczny charakter spółdzielni niezbędne są przepisy przywracające więzi ekonomiczne oraz system wspierający akumulację kapitału. Najbardziej optymalnym rozwiązaniem jest przywrócenie w tym zakresie rozwiązań wypracowanych i obowiązujących w II Rzeczypospolitej.
Alternatywą jest droga do przejmowania majątku przez wąskie grupy interesów, czyli pogłębianie podziału społeczeństwa na pracodawców i pracobiorców, biednych i bogatych, potrzebnych i zbędnych. To także droga prowadząca do zubożenia rynku i wypaczenia jego założeń ideowych. Czy taki może być rzeczywisty cel polityki jakiegokolwiek rządu? To pytanie może być nie na miejscu, ale trudno je w tej sytuacji nie zadać.